Nie jestem wielkim fanem komedii. Może to wina Monty Pythona - niewielu potrafi do mnie trafić na tyle, na ile potrafią zrobić to Anglicy. Ostatni raz płakałem ze śmiechu na filmie oglądając Dyktatora Charliego Chaplina. Za zabawne uważam raczej komedio - dramaty, ale i wśród tych filmów ze świecą szukać takich, które potrafią wywołać na mej twarzy cokolwiek więcej niż lekki uśmiech. Sprawa - jak Czytacze mogą przypuszczać - miała się zupełnie inaczej w przypadku Galavant, serialu, który zasługuje na to, by poświęcić mu kilka słów.
sobota, 31 stycznia 2015
niedziela, 18 stycznia 2015
...a milczenie Złotym Globem
Podobno o gustach się nie dyskutuje - jestem jednak przekonany, że gdyby było to stwierdzenie prawdziwe, nie rozprawialibyśmy na żadne tematy. Byłoby to podejście niesłychanie smutne zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, to jest rozdania słynnych Złotych Globów. Ostateczny werdykt Hollywood Film Press Association niejednokrotnie budził kontrowersje wśród internetowej braci - zresztą, sprawy mają się podobnie również w przypadku innych tego typu nagród. A jednak mimo to nieczęsto zdarza się mi trafić w niechlubne szeregi pieniaczy, którzy koniecznie muszą wyrażać swe niezadowolenie na forum publicznym. Tym razem, na nieszczęście, będę musiał to uczynić - a wszystko przez Fargo...
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Komiksowe podsumowanie roku 2014
Wiele można napisać o książkach, filmach czy albumach muzycznych wydanych w 2014 roku. Gdyby jednak połasić się na omówienie kilku pozycji z tego zakresu, okazałoby się, że liczba udanych produkcji jest zaledwie niewielkim procentem wszystkich, które ujrzały światło dzienne. I nie wiem, czy to mój optymizm, czy fakt, że sprawa z komiksem wygląda nieco inaczej. Nie licząc kilku komiksów superbohaterskich, nie spotkałem się w minionym roku ze zbyt wieloma przykładami "nowel graficznych", które można by określić mianem słabych. Mówiąc wprost - rok 2014 był zdecydowanie udanym okresem dla komiksu, czego dowiodą poniższe przykłady.
środa, 31 grudnia 2014
Dead Snow 2 - złe, a takie dobre
Jakiś czas temu miałem wątpliwą przyjemność oglądać Tusk Kevina Smitha, który to film na nieszczęście zawiódł moje oczekiwania. Spodziewałem się ujrzeć obraz utrzymany w niesamowicie zabawnym klimacie znanym z chociażby takich produkcji jak Tucker & Dale vs. Evil, który w moim przekonaniu stanowi wzór, który świeci przykładem wszystkim twórcom, którym marzy się stworzyć dobry komedio - horror. Na wprost moim oczekiwaniom wyszła jednak inna produkcja (sequel Dead Snow - dość udanego, ale niezbyt odkrywczego filmu z 2009 roku): Dead Snow 2: Red vs. Dead.
wtorek, 23 grudnia 2014
Infinity Wars - krok za betą
Wiele wody upłynęło od czasu, kiedy ostatni raz pisałem o Infinity Wars - tytule, który podbił moje serce, ale nie był wolny od pewnych błędów, bardzo typowych dla produkcji znajdujących się w fazie testów beta. Moment, w którym IW trafiło na Steama można uznać w tym przypadku za przełomowy - twórcy zaczęli ze zdwojoną siłą pracować nad tym, by jak najszybciej zaprezentować graczom pełną wersję tytułu, co ostatecznie udało im się zrobić na początku września 2014 roku. Co zmieniło się w IW od kiedy opisywałem jego zalety i wady? Czy nadal jest to gra, z którą warto się zapoznać? wtorek, 16 grudnia 2014
Dystansu nie stwierdzono
Jakiś czas temu popełniłem tekst o kryzysie wśród krytyków, którym brakuje wiedzy i oczytania potrzebnych do tego, by móc podjąć się konstruktywnej krytyki. Jeszcze wcześniej zmarnowałem kilka tysięcy znaków na to, by wyjaśnić, czemu nieszczególnie interesują mnie poglądy polityczne czy religijne autora, jeśli nie przemyca ich do swego dzieła. Piszę "zmarnowałem", bo dzisiaj wiem, że mogłem zrobić to lepiej, bardziej spójnie. Poniższy wpis będzie stanowił kropkę nad i, próbę podsumowania poprzednich tekstów, przedstawiając drugą stronę barykady - opowie więc o tym, że czasem to nie recenzenci i krytycy są winni. Czasem, jakkolwiek smutna nie byłaby to prawda, cała wina leży po stronie twórcy.
czwartek, 11 grudnia 2014
Stonehearst Asylum - co na to Poe?
Poe i Lovecraft mają ze sobą sporo wspólnego - począwszy od tego, że pisali historie, które z łatwością można zaliczyć w poczet opowiadań grozy, skończywszy na tym, iż ten drugi wielokrotnie naśladował styl pisania tego pierwszego. Łączy ich jeszcze ogromna ilość drobiazgów, do których zaliczyć można stosunek kina do ich twórczości. O ile jednak Lovecraft doczekał się kilku niezłych filmów inspirowanych swoją prozą, o tyle Poe wciąż trwał w zawieszeniu, czekając na swój moment filmowej sławy. Chwila ta nadeszła, dosyć nieoczekiwanie, za sprawą Stonehearst Asylum.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





